Hulajnogi elektryczne – nowe zagrożenie na spacerach?

przez Alicja Olkowska

Od dawien dawna środki komunikacji nieporuszające się po ulicy są zmorą dla właścicieli psów. Rowery, hulajnogi czy deskorolki stwarzają zagrożenie dla pieszych i zwierząt. Ostatnimi czasy popularny stał się nowy rodzaj transportu – hulajnogi elektryczne, które zdążyły już przysporzyć dużo kłopotów. Jak się okazuje, są one groźnym niebezpieczeństwem także dla psów na miejskich chodnikach.

 

O hulajnogach elektrycznych słów kilka

Zanim powstały elektryczne hulajnogi, zdarzały się przypadki potrącenia psa na chodniku przez rower czy deskorolkę. Są one jednak napędzane siłą ludzką, dlatego użytkownik z łatwością może ją dawkować i bardziej uważa poruszając się w ten sposób. Zautomatyzowane środki transportu chodnikowego rozwiązały sprawę wysiłku fizycznego podczas poruszania się, dlatego współczesne społeczeństwo korzysta z nich bardzo chętnie. 
 
Hulajnogi elektryczne według prawa są traktowane tak jak piesi, dlatego muszą poruszać się po chodnikach. Łatwo można je zauważyć szczególnie w centrach dużych miast – któż z nas nie widział chociaż jednego poważnego pana z teczką spieszącego się rano do pracy na automatycznej hulajnodze? Niestety, wiele użytkowników hulajnóg podczas jazdy przy okazji korzystają z telefonów lub innych rzeczy odwracających uwagę od drogi. Skutek? Cóż, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło ,,Hulajnoga elektryczna” i wybrać filtr ,,Wiadomości”

 

Pies vs Hulajnoga

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Spokojnie idziesz wąskim chodnikiem, pies wącha krzaczek przy krawężniku. Nagle, ni stąd, ni z owąd, nadjeżdża ktoś na hulajnodze i wjeżdża w zaskoczonego pupila.
 
Hulajnoga elektryczna waży ok. 10 kg + waga człowieka z niej korzystającego. To się przekłada na średnio 80-90 kg masy, która niczym piorun uderza w czworonożnego zwierza. I o ile 50-kilogramowy owczarek będzie miał mniejsze szanse na doznanie poważnych obrażeń, o tyle u 3-kilogramowego yorka bliskie spotkanie z takim pojazdem może mieć bardzo nieprzyjemne konsekwencje.
 
Niezależnie od wielkości psa, konfrontacja z hulajnogą (które mogą osiągać prędkość maksymalną od 30 do nawet 80 km/h) może się skończyć w najlepszym wypadku połamanymi kośćmi, a w najgorszym… no cóż, śmiercią biednego zwierzęcia.
 
Jest jeszcze druga możliwa sytuacja. Chodnik całkiem szeroki, my idziemy po jednej jego stronie, pies po drugiej. Smycz jest rozpięta na całą szerokość chodnika. Nieuważny hulajnogowiec przejeżdża między nami a czworołapem, nie zauważając smyczy. Gdyby pies w takiej sytuacji miał na sobie obrożę, silne pociągnięcie mogłoby mu uszkodzić tchawicę. Gdyby miał na sobie szelki, zostałby nagle pociągnięty i całą powierzchnią swojego ciała poleciałby do przodu, zderzając się przy okazji ze słupem lub chodnikiem. My oraz kierowca hulajnogi nie uszlibyśmy również z tego cało – nagłe pociągnięcie z pewnością wytrąci nas i drugą osobę z pozycji pionowej.
Szczególnie powinny na takie sytuacje uważać osoby posiadające smycz tylu flexi, której cienki sznureczek jest bardzo słabo widoczny.
 

Za hulajnogą na czterech łapach

Inną sprawą jest jazda Z PSEM na hulajnodze. Zwykle to wygląda tak, że człowiek jedzie na urządzeniu, zaś pies biegnie za nim. Jeśli nie masz zamiaru uprawiać bikejoringu, nie postępuj w ten sposób. Bieganie za rowerami czy innymi pojazdami uszkadza stawy psów i może spowodować kontuzje. Przykładem może tu być bardzo rozgłaśniana sprawa sprzed 8 miesięcy, kiedy pewna Amerykanka dotkliwie poraniła łapy swojego psa, ciągnąc go po ziemi na hulajnodze elektrycznej. Przeczytać o tym można tutaj.

Przypadki wypadków

Media nie robią rozgłosu (na razie) z przypadków wypadków hulajnóg elektrycznych z udziałem zwierząt, jednak takie występują i to coraz częściej. Ja osobiście dwukrotnie miałam nieprzyjemność być świadkiem lub uczestnikiem takich sytuacji i myślę, że nie jestem w tym sama.
 
Jednego razu ja i Fluffy omal nie zostaliśmy stratowani przez Lime’a. Owca akurat zainteresowała się kępką trawy, gdy nagle zza rogu wyłoniła się pani konwersująca przez telefon, która chyba nie zauważyła Fluffka i mnie. Prawie w nas wjechała, na szczęście w porę zauważyliśmy hulajnogę i w ostatniej chwili odskoczyliśmy.
 
W drugim przypadku byłam świadkiem, jak pewien pan wjechał w smycz właścicielce wyżła. Na szczęście, ów kierowca zahamował w odpowiednim czasie i nie zdążył porwać do przodu pani i psa.

 

Jak się chronić przed takimi sytuacjami?

Przede wszystkim miejmy oczy dookoła głowy. Czasami musimy myśleć za innych ludzi i uważać, aby nie zrobili krzywdy zarówno nam, jak i sobie. Przebywając szczególnie w centrach dużych miast uważajmy na swoje psy. Nie tylko hulajnogi elektryczne są dla nich zagrożeniem – także inne pojazdy, jak rowery czy choćby rolki mogą im zrobić krzywdę.
 
Przestrzegajmy zasad ruchu prawostronnego na chodnikach, szczególnie wąskich. Idźmy jedną stroną chodnika, zostawiając miejsce na przejazd ewentualnych pojazdów. Nie zasłaniajmy też całego chodnika smyczą.
 
Jeśli posiadamy cienką lub po prostu słabo widoczną (np. czarną) smycz i chodzimy na spacery w miejsce często uczęszczane przez użytkowników hulajnóg elektrycznych – warto chociażby przywiązać małą, kolorową wstążkę do smyczy.
 
To wszystko brzmi banalnie? Być może. Jednak hulajnogi, tak samo jak samochody są niebezpieczne. W wiadomościach trąbią o coraz to kolejnych śmiertelnych wypadkach z udziałem ludzi, a pies jest przecież delikatniejszy niż człowiek i w przeciwieństwie do niego nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia. Uważajmy na hulajnogi elektryczne!
0 komentarzy

Skomentuj